środa, 22 maja 2013

Rozdział 1

       Czy tylko ja czuję to napięcie...Właśnie czekam na upragniony e-mail ze szkoły w Londynie.Panna Gloose musi mi wysłać odpowiedź na zgłoszenie.Nie jestem pewna czy nadaję się do tej szkoły,ale spróbować zawsze warto.Nagle usłyszałam znajomy dźwięk.Podbiegłam do laptopa jak oszalała i zaczęłam czytać.
       Droga Alice...
Piszę do Ciebie,ponieważ zainteresował mnie twój życiorys.Jednakże nie ukrywam,że masz niesamowity talent w tańcu.Z wielką przyjemnością stwierdzam,że chcę Cię mieć w mojej drużynie.Podjęłam decyzję i zostajesz przyjęta do naszej szkoły.Proszę stawić się u nas w szkolę (ulica na naszej stronie internetowej) 6.lipca.2013r.Proszę na ten termin przygotować WŁASNY układ taneczny.
                                                                     Z poważaniem Angelika Glosse...
   Zacieszałam do ekranu jak głupi do sera.Wydrukowałam list elektroniczny i poczłapałam do kuchni.Tata jak zawsze oglądał Animal Planet,a mama jak to mama krząta się tu i tam..Pokazałam im list.Ucieszyli się bardzo i pogratulowali.Z mojej twarzy nie schodził uśmiech.Gdy zasiedliśmy przy kolacji rodzice wydawali się dziwnie spięci.Nagle mama zaczęła konferencję.
-Bo widzisz...nie powiedzieliśmy Ci o jednej istotnej rzeczy..
Nie wiedziałam o co chodzi.Nigdy nie miałam z rodzicami tajemnic a już na pewno z  mamą.

-Masz brata..
Dokończył tata..Zamarłam.Mam 16 lat.Już niedługo 17 a dopiero teraz dowiaduje się,że mam brata.Nawet nie wiem ile ma lat i jak się człeniu nazywa..
-Miałam 18 lat jak się urodził.Ma na imię Louis.Był on przypadkiem.To stało się na imprezie.Moi rodzice i rodzice taty nie chcieli nam pomagać.Postanowiliśmy go oddać.Nie mieliśmy wtedy pieniędzy na samodzielne życie.Został zaadoptowany przez rodzinę Tomlinson.Teraz jest jej członkiem i robi niesamowitą karierę.Jest piosenkarzem w zespole One Direction.
Opowiedziała mi mama.Miałam łzy w oczach.Oni mi o niczym nie powiedzieli.
-Mam 17 lat....Tyle lat żyłam w świadomości,że NIE MAM BRATA..
Zaczynałam się unosić..
-NIENAWIDZĘ WAS!
Krzyknęłam i wstałam od stołu.Zadzwoniłam do Sam.Ona mieszka w Londynie od roku.Poprosiłam ją,aby tymczasowo udostępniła mi jakiś mały kącik u siebie w domu.Na szczęście nie miała z tym problemu.Stwierdziła,że mogę u niej zamieszkać na stałe.Zarezerwowałam bilet na 24...Jest dopiero 20 więc mam czas.Przebrałam  się w wygodny dres.Zaczęłam pakować walizkę.Jest ona taka wielka,że można tam pomieścić mnie dwie.Pożegnałam się z moim pokojem i zrzuciłam walizkę z okna.Na moje szczęście i mamy nie szczęście upadła na stertę kwiatów.Będzie mama miała co robić.Powiedziałam sobie w myślach.W mój plecak spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy.Zrzuciłam go zaraz po tym.Napisałam kartkę do rodziców,że przepraszam ale musiałam od tego odpocząć.Takie tam duperele.

        Około 23 byłam na lotnisku.Poszłam na odprawę i usiadłam na ławce.Musiałam czekać na start samolotu.Grzebałam bezsensownie w telefonie.Zapewne moje policzki są całe czarne od tuszu.Wzięłam chusteczkę i wytarłam się.Próbowałam nie płakać.Jednak czy normalny człowiek by nie płakał.Po 16 latach dowiedziałam się,że mam brata.Ktoś usiadł koło mnie a ja,aż podskoczyłam ze strachu.Był to chłopak o postawionej grzywce z pasemkiem i ślicznych czekoladowych oczach.Nie mówiłam nic do nieznajomego.Chciałam jak najszybciej wsiąść do samolotu.Przelecieć spokojną drogę i udać się do mojej przyjaciółki.Nagle do chłopaka przybiegło pięciu innych.Blondyn o niebieskich oczach,które mieniły się w blasku księżyca,loczek o pięknych dołeczkach,brunet z krótko obciętymi włosami i śmieszną koszulą w kratę oraz chłopak z postawioną grzywką do góry,niebiesko-zielonymi oczami.Irytowało mnie to,że siedzę koło 5 facetów.
-Nie martw się znajdziemy ją..
Powiedział blondyn.Ja jakby nigdy nic wstałam i zaczęłam się kierować do samolotu,gdyż już wołali.Usiadłam na miejscu i przespałam całą drogę.Obudziła mnie jakaś staruszka.Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie i podziękowałam.Nie miałam ochoty na żadne dłuższe rozmowy z kim kolwiek.Jak już mówiłam chciałam udać się do przyjaciółki.Zadzwoniłam do niej ale powiedziała,że od 15 minut czeka na lotnisku.Uśmiechnęłam się do siebie i pognałam do odprawy a potem rzuciłam się w ramiona Sam..
-Jejku Alice.Nie widziałyśmy się około pół roku a ty tak wyładniałaś..
Słowa skierowane były do mnie.Uśmiechnęłam się i także zaczęłam komplementować moją przyjaciółkę.Nagle Samanta spojrzała z zaciekawieniem na kogoś z tyłu..
-Ej Ci kolesie się na ciebie gapią.
Powiedziała zdziwiona..Odwróciłam się i to byli ci co na lotnisku w Los Angeles.
-A chuj...Chodźmy do domu zaraz 4...
Weszłyśmy do samochodu.Niestety ja nie mam prawka ale Sam ma...W tym jednym jej zazdroszczę.No i włosów bo ma takie proste a ja take loki.Około 30 minut później leżałam w łóżku i biłam się z myślami.Telefon miałam wyłączony,żeby rodzice się do mnie nie dobijali.Czy ja serio jestem aż taka dziecinna,że rodzice ukrywali przede mną tą prawdę.Łatwiej byłoby to zrozumieć 10-letniej dziewczynce.Nie miałabym im tego za złe gdyby mi powiedzieli to 6 lat temu.Jednak dupa..Nie powiedzieli.Nawet nie wiem kiedy zmorzył mnie głęboki sen.

Zostałam bezczelnie obudzona przez Samantę.
-Witaj Alice..Mama zrobiła śniadanie a już...-spojrzała na zegarek.Miała dziwnie dobry humor.-...a już 10...
Zaspana ja podniosłam się do pozycji siedzącej i przetarłam zaspane oczy.Spałam w krótkich spodenkach i bluzce,którą dostałam od świętej pamięci PRA BABCI.Myślała,że jestem chłopakiem i ,że mam 19 lat.W taki sposób dostałam koszulkę z napisem "I love sexy girls" w dodatku sięgającą mi przed kolano.Chciałam pójść się odświeżyć i naszykować,ale Sam stwierdziła że nie ma po co.Ona sama jest w piżamie.Podobnej do mojej tylko,że jej spodenki są trochę dłuższe a bluzkę ma swoją tylko,że bardzo luźną.No więc takie nie ogary zeszłyśmy na śniadanie.Pani Julie śmiała się z nas,że wyglądamy jak siostry.Czasem niektórzy myślą,że ja i Sam to siostry tyle że ja mam ciemną karnację i ciemne włosy no i ciemne oczy a ona jasne włosy,jasną karnację i zielone oczy.Dwa różne światy.A jednak połączone w przyjaźni.Tak samo jest ze mną i Lou.Nie wyglądamy jak rodzeństwo.Ja jestem podobna cała do taty no oprócz płci.A on w całości do mamy.
Zjedliśmy pyszne kanapki z szynką,serem,sałatą,ogórkiem i szczypiorkiem.Trochę duże tego w tych kanapkach ale mama Sam doskonale wie,że my nigdy na nic nie możemy się zdecydować.Właśnie dlatego robi kanapki ze wszystkim,które bardzo nam smakują.Do tego wypiliśmy ciepłą herbatę.Podziwiam rodzinę mojej przyjaciółki.Mając 13 lat straciła ojca z,którym miała bardzo dobre relacje.Ciężko to znosiła.Jednak ja na swój młody wiek w jakiś mały sposób pomogłam jej.Byłam z nią w najcięższych chwilach.Według mnie Sami i jej mama to rodzina godna naśladowania.Samanta nie pozostawała mi dłużna.Była przy mnie,gdy zdechła moja mysz KSIĘŻNICZKA.Miałam wtedy 12 lat.Była przy mnie,gdy moja pra babcia Violetta zmarła.Było to dla mnie ciężkie.Ta staruszka była pełna pozytywnej energii.Zmarła tak nagle.Poczułam lekkie szczypanie w oczy.Przetarłam je i dopiero się zorientowałam,że Samanta poszła się przygotować.Podążyłam do "mojego" pokoju.Wybrałam ubrania i poszłam do łazienki.Napuściłam wody do wanny i zatkałam kurkiem.Rozebrałam się i weszłam do cieplutkiej wody.Do uszu włożyłam słuchawki i zaczęłam podśpiewywać.Leciała piosenka JLS.Za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć jak się nazywa.No ale ważne,że jest spoko.Po około 30 minutach zaczęłam się myć i ogoliłam co nie co.Umyłam porządnie długie kręcone loki i wyszłam z wanny owinięta ręcznikiem.Samanta nawet się do tego nie przyczepia bo wie,że ja tak lubię siedzieć w wannie godzinami.Stanęłam przed lustrem i zaczęłam suszyć włosy.Zajęło mi to około 20 minut i nadal miałam mokre..Wysuszyłam do końca kudły i ubrałam się.
Nałożyłam tusz na rzęsy i to wystarczało.Nie potrzebowałam więcej make-up.Czapeczkę wpakowałam do torby mojej przyjaciółki,która także nie była źle ubrana.Jednak zaraz wyjęłam czapkę bo chciałam ją ubrać.Wsadziłam moją "zajebistą" szopę(czyt.włosy) w niebieską czapeczkę.Moja grzywka ładnie się układała a loki opadały na ramiona.Wyglądałam okej.Moja przyjaciółka ubrała zwykłą białą kaszkietówkę i postanowiłyśmy wybrać się do miasta.Wzięłam telefon,który wylądował w torebce Samanty.Pożegnawszy się z Julie wyszłyśmy z domu.Chodziłyśmy śmiejąc się i rozmawiając.Po około 2 godzinach łażenia tu i ówdzie postanowiłyśmy wrócić do domu i wzięłyśmy piłkę do siatkówki.Równie dobrze może ona być do kosza.Sam zostawiła w domu wszystkie elektroniczne rzeczy i poszłyśmy na dwór tylko z piłką.Nie chciałam myśleć o Louisie.On nawet nie wie,że ja wiem,że on jest moim bratem.Zapewne nikt mu nie powiedział.Doszłyśmy do parku i weszłyśmy na wielkie zadbane boisko.Miało ono wyłożoną sztuczną trawę robiącą jako boisko do gdy w piłkę nożną,drugie w piłkę siatkową i trzecie w piłkę ręczną.Nie dziwię się jak obok jest szkoła sportowa.Dwie ulice dalej jest szkoła muzyczna do,której muszę się stawić 6 lipca czyli za 6 dni.Zaczęłyśmy odbijać piłkę przez siatkę.Na boisko do piłki nożnej weszło pięciu chłopaków z lotniska.Bez koszulek.Moja mina...Bezcenna.Samanta musiała mnie uspokajać bo zaczęłam jej ględzić,że chce ich dotknąć.
-No to odbijamy czy nie?
Zapytała zrezygnowana Sam..
-Tak Tak przepraszam.
Zaśmiałam się ze swojej głupoty i zaczęłyśmy odbijać.Około 2 godzin znudziło nam się i postanowiłyśmy iść do domu.Nie pachniałyśmy za dobrze więc trzeba było wziąć prysznic.Wróciłyśmy o 14.Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się tak jak wcześniej bez czapki.Julie wołała nas na obiad więc nie gadając zeszłyśmy na dół.Jadłyśmy spaghetti.Lubiłam je bardzo.Śmialiśmy się i rozmawialiśmy.Resztę dnia przegadałam z Samantą przed telewizorem bo Julie poszła do cioci Moni.Około 20 postanowiłam pójść do sklepu.Z racji tego,że Samanta była już przebrana w piżamę powiedziałam,że pójdę sama.Ubrałam na siebie bluzę z Adidasa i wyszłam z domu.Postanowiłam pozwiedzać nocą.Poczłapałam do parku.Gdy przechodziłam koło drzewa pięciu chłopaków wyskoczyło mi na drogę i wydało z siebie ryk.Tak się przestraszyłam,że pisnęłam.Oni natomiast zaczęli się śmiać.Spojrzałam na nich gniewnie.
-Heej...
Powiedzieli jednocześnie nadal się śmiejąc..
-Czego chcecie...
-No nie gniewaj się mamy trochę wolnego od pracy więc postanowiliśmy się nie nudzić.A ty szłaś tak sobie nie spodziewałaś się nas i...
Spojrzałam na "Indianina" poważnym wzrokiem.
-Dobra zrozumiałam.Muszę iść..
Stwierdziłam i zaczęłam iść w stronę sklepu.
-A poznamy chociaż twoje imie?
-NA MOJE IMIĘ TRZEBA ZAPRACOWAĆ!
Krzyknęłam do nich i zatopiłam się w tłumie supermarketu...Jak widać tu będzie ciekawie...
_________________________________________________________________________________
Hej!
Chciałam powiedzieć,że liczę na Wasze opinie.Nawet nie wiecie ile dla mnie znaczy jeden głupi komentarz.Mam nadzieję,że ktoś to przeczyta!Pozdrawiam i do następnego rozdziału <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz